logo_gimnazjum_sianow

Piątek 28. Lipca 2017
Imieniny: Ady, Wiwiany i Sylwiusza

Patron

drukujdrukuj

Ci, którzy ją znali, mówią, że była „skromna, uśmiechnięta i zawsze podkreślała, że sama nie zdołałaby uratować nikogo”.

Irena Sendlerowa z domu Krzyżanowska (15.02.1910 –12.05.2008).

Wychowała się w rodzinie patriotycznej – jej pradziadek uczestniczył w Powstaniu Styczniowym za co został zesłany na Syberię. Lata dzieciństwa spędziła w Otwocku wśród rówieśników pochodzenia żydowskiego. Ojciec Ireny Sendlerowej, Stanisław Krzyżanowski, założył tam pierwsze sanatorium przeciwgruźlicze. Sprawiedliwa tak zżyła się ze społecznością żydowską, że już w wieku 5-7 lat bez trudności potrafiła mówić w jidysz. „Wychowana byłam w duchu, że obojętna jest sprawa religii, narodu, przynależności do jakiejś rasy – ważny jest człowiek!” – pisze w swoim życiorysie Irena Sendlerowa.

Po śmierci ojca w lutym 1917 r. Żydzi ufundowali stypendium dla Ireny Sendlerowej, jednak jej matka go nie przyjęła, gdyż była młoda i sama chciała pracować. Wkrótce Krzyżanowska wraz z córką przeniosła się do Warszawy. Będąc w szkole średniej Irena Sendlerowa została harcerką. W latach 30’ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim robiąc dodatkowe kursy na wydziale pedagogiki. Podczas studiów siedziała razem ze swoimi koleżankami w getcie ławkowym. „Nie wytrzymując kiedyś nerwowo napisu w indeksie – ,Prawa strona aryjska’ – przekreśliłam tę hańbiąca adnotację” – pisze Sprawiedliwa. Wówczas została zawieszona w czynnościach studenckich i tylko dzięki wstawiennictwu prof. Kotarbińskiego mogła dalej kontynuować studia.

W 1931 r. poślubiła Mieczysława Sendlera, który wówczas był asystentem na wydziale filologii klasycznej UW. Działała w Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej oraz w Polskiej Partii Socjalistycznej (wystąpiła z niej z chwilą utworzenia Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w 1948 r.).

W 1932 r. zatrudniono ją w Sekcji Pomocy Matce i Dziecku, przy Obywatelskim Komitecie Pomocy Społecznej, która działała pod egidą Heleny Radlińskiej. Opiekowała się tam matkami mającymi nieślubne dzieci. Przedtem jednak odbyła praktyki w Wolnej Wszechnicy Polskiej przy ul. Opaczewskiej 2a (dziś ul. Banacha). „Cała Wszechnica wówczas miała opinię komunizującej Uczelni, więc ja ze swoją przeszłością polityczną bardzo do niej pasowałam. Praca tam postawiła, przysłowiową ,kropkę nad i’ nad moim światopoglądem”. W 1935 r. rozwiązano Obywatelski Komitet Pomocy Społecznej i przydzielono Irenę Sendlerową do Wydziału Opieki Społecznej Zarządu Miasta Warszawy. Tam zastała ją wojna.

Jeszcze przed utworzeniem getta wraz z pracownikami Wydziału Opieki Społecznej zaczęła organizować pomoc dla Żydów. „Jak myśmy to robiły? Podstawową pomocą w opiece społecznej był wywiad środowiskowy. A więc fałszowałyśmy wywiady – tzn. podstawiało się zmyślone nazwiska i w ten sposób zdobywałyśmy pieniądze, produkty żywnościowe, odzież. W ten sposób zdobyte rzeczy zanosiłyśmy do getta […] Fałszowanie wywiadów trwało parę lat, ale oczywiście władze niemieckie wpadły na nasze krętactwo. […] W pewnym momencie Niemcy posłali w teren swoich ludzi zaufanych – volksdeutschów na teren całej Warszawy. Oni te nasze wywiady sprawdzali. Wybuchł skandal.” – pisze Irena Sendlerowa w swoim życiorysie. Dlatego też dyrektora Wydziału Opieki Społecznej deportowano do Oświęcimia.

Z dnia na dzień przybywało osób z getta, którym Irena Sendlerowa pomagała, nie mogąc przejść obojętnie obok krzywdy drugiego człowieka. „A jak dostawałyśmy się do getta? Dwie z nas miały stale przepustki, dzięki temu, że dyrektor Miejskich Zakładów Sanitarnych – Dr. Juliusz Majkowski umieścił mnie i moją współpracownicę – Irenę Schultz – na liście swoich pracowników, którzy jeździli do getta robiąc dezynfekcje. Rzecz jasna, że myśmy nie brały udziały w tych akcjach, tylko figurowałyśmy na liście tych, co musieli mieć przepustki. Była to więc fikcja, ale fikcja niezwykle potrzebna”. Będąc w getcie Irena Sendlerowa zakładała opaskę z gwiazdą Dawida. Czyniła to z dwóch powodów, po pierwsze by nie wyróżniać się z tłumu, po drugie na znak solidarności z Żydami.

Sprawiedliwa w 1942 r. nawiązała kontakt z Julianem Grobelnym z PPS-u, który stał na czele Rady Pomocy Żydom – „Żegoty”. Grobelny zlecał jej różne zadania do wypełnienia na terenie getta. W grudniu 1942 r. powierzono jej również prowadzenie Referatu Opieki nad Dzieckiem. Działała pod pseudonimem „Jolanta”.

Mając wiele znajomości na terenie getta, Irena Sendlerowa zdecydowała się z niego wyprowadzać ludzi, szczególnie dzieci, na aryjską stronę. Aby wszystko przebiegało sprawnie odbyła wiele tajnych narad. Ustalono na nich kilka dróg ucieczki: przez sądy na ul. Leszno; przez brygady pracy („placówki”), które wychodziły z getta na teren całego miasta; przez piwnice; w ciężarówkach kolumny sanitarnej. Po wydostaniu się z getta dzieci musiały być umieszczone w specjalnych punktach („Punkty Opiekuńcze”), w których przechodziły okres adaptacji do nowego środowiska. Następnie były przekazywane w trzy miejsca: do rodzin zastępczych, miejskich zakładów oraz do klasztorów.

Dane każdego dziecka uratowanego przez Irenę Sendlerową i jej współpracowników z „Żegoty” były zapisywane na bardzo wąskich karteczkach, nazwanych po wojnie „Listą Sendlerowej”. Kartoteka była przechowywana w domu "Jolanty". „[...] było napisane prawdziwe imię i nazwisko dziecka, jego imię i nazwisko według metryki oraz miejsce aktualnego zamieszkania. Te dane były konieczne dlatego, żeby móc dostarczyć pieniędzy, ubrań, leków, no i w ogóle mieć jakąś, choćby minimalną kontrolę, czy nie dzieje się dziecku jakaś krzywda, no a po wojnie, aby móc je odnaleźć” – pisze Irena Sendlerowa w swoim życiorysie. Jednak "Jolanta" ratowała dzieci nie tylko przez „Żegotę”.

„Każdy działacz konspiracyjny w czasie wojny miał swoją własną wypracowaną koncepcję co zrobić, gdzie ukryć materiały. […] Moja ,koncepcja’ okazała się bardzo naiwna, zupełnie w momencie ‘wizyty’ gestapo nie do wykonania. […] Scena która rozegrała się w moim domu, dziś po wielu latach, jest wcale nie do uwierzenia, choć w 100% prawdziwa! A więc moja wypracowana w ciągu wielu bezsennych nocy koncepcja polegała na tym, że te […] bibułki […] wieczorem kładłam na środku stołu. Myśl moja była taka: w chwili walenia do drzwi gestapo, a każdy działacz mógł się spodziewać prędzej, czy później, takiej wizyty – cały ten rulon rzucę przez okno. Mieszkałam na I piętrze i okna wychodziły na ogródek działkowy, przydomowy”. Irena Sendlerowa została aresztowana przez gestapo w dniu swoich imienin – 20 października 1943 r. Przebywała wówczas w domu z matką, ciotką oraz przyjaciółką i łączniczką – Janiną Grabowską, które miały nocować u niej, gdyż nie zdążyły wyjść do domów przed godziną policyjną. Tej nocy karteczki z listą dzieci oraz inne dokumenty konspiracyjne położyła przy swoim tapczanie. Około trzeciej nad ranem do drzwi mieszkania Ireny Sendlerowej zaczęło pukać gestapo. „Pierwsza obudziła się moja chora Matka. Kiedy otworzyłam oczy gestapo już za drzwiami szalało. […] Swoją ,wypracowaną’ metodą rzuciłam się do okna chcąc rzucić rulon-kartotekę dzieci. Niestety, pod moimi oknami, stało dwóch gestapowców. W tym stanie rzeczy w 1 sekundzie odpadła moja ,idealna, wypracowana przez 4 lata koncepcja. Gestapowcy już prawie wyłamywali drzwi. Resztką przytomności rzuciłam cały rulon w ręce Grabowskiej mówiąc: ;To jest spis naszych dzieci – schowaj gdzieś, ratuj! To nie może dostać się w ręce gestapo!’. […] No i otworzyłam drzwi. Wpadło ich 11 i nasza dozorczyni. […] Gestapo odrywa deski z podłóg, wyrywają kafle z pieca. Szaleją. […] Rzucili się do mego tapczanu, rozpruwają poduszki, pierze fruwają. Z braku pieniędzy nie miałam w czasie wojny normalnego łóżka, tylko siatkę na 2 drągach z drzewa. Ta siatka była widocznie słabo przymocowana i jak oni rzucili się na to ‘niby’ łóżko i zaczęli rozpruwać materace i poduszki, to się zawalili”. Zaraz przy łóżku, które niszczyli gestapowcy stała torba Sprawiedliwej, w której miała konspiracyjne dokumenty. Gdy łóżko się zawaliło wówczas przygniotło torbę tak że: „sami Niemcy schowali to, co było dla mnie najbardziej niebezpieczne”.

Irenę Sendlerową zabrano na Pawiak. „[Tam] dostawałam grypsy z „Żegoty” drogą zorganizowaną przez siatkę więzienną konspiracyjną. Pocieszano mnie w nich; listy te podtrzymywały mnie na duchu, pozwalały wierzyć w człowieka, bo patrząc na postępowanie „nadludzi’ można było całkowicie zwątpić w człowieczeństwo. […] Jednego pięknego zimowego poranka weszli do celi i wywołali moje nazwisko z listy. […] Ładują nas na ciężarowe samochody, było nas dużo, ze 30, 40 osób. […] Jedziemy przez Warszawę, wzrokiem żegnamy ją, a nas żegnają spojrzeniami przechodnie, bo te samochody, zwane ,budami’ dobrze już nasze miasto znało! Przyjeżdżamy na Szucha do siedziby gestapo. […] Wyładowują nas na parterze w hallu. Pełno jest gestapowców. Każą iść każdemu wyczytanemu z listy na prawo. W końcu pada moje nazwisko i mnie każe jeden z nich pójść na lewo. Znalazłam się sama w małym pokoiku i tu ogarnęła mnie wielka panika-rozpacz”. Do pokoju wszedł gestapowiec, który, pod pozorem poddania więźniarki dodatkowemu przesłuchaniu na ul. Wiejskiej w gmachu sejmu, wyprowadził ją na zewnątrz Pawiaka i uwolnił. "Jolanta"poprosiła gestapowca aby oddał jej dokumenty, bez który nie może funkcjonować w mieście, ten jednak uderzył ją kilka razy w twarz, i odszedł. „Zalałam się krwią, upadłam. A kiedy z trudem podniosłam się i zobaczyłam odchodzącego w dali gestapowca zaczęłam drżeć z zimna, była bowiem zima. Zrozumiałam jedno, że muszę jak najprędzej oddalić się. Poszłam do najbliższego domu, gdzie wówczas była drogeria, a dziś jest tam kiosk „Ruchu”, gdzie codziennie kupuję gazety” – wspomina Sprawiedliwa. Właścicielka sklepu pomogła Irenie Sendlerowej dojść do siebie, dała jej płaszcz i pieniądze na tramwaj.

Po dostaniu się do domu "Jolanta" dowiedziała się, że została uwolniona z Pawiaka dzięki Marii Palester z „Żegoty”.

W chwili gdy Janina Grabowska dostała w swoje ręce karteczki z nazwiskami dzieci założyła szlafrok Ireny Sendlerowej z długimi rękawami i tam je przechowała do czasu zakończenia rewizji. Gdyby gestapowcy kazali podnieść im ręce do góry wtedy kartoteka znalazła by się u ich stóp. Do czasu wyjścia Ireny Sendlerowej z Pawiaka kartotekę przechowywała Janina Grabowska. Po powrocie z więzienia Sendlerowa odzyskała listę i zakopała ją pod jabłonią w ogródku łączniczki Jadwigi Piotrowskiej przy ul. Lekarskiej. Drzewo rośnie tam do dziś. Gdy skończyła się wojna listę przekazała Adolfowi Bermanowi, który był później przewodniczącym Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. On wywiózł ją do Izraela, tam ulegała licznym odpisom. Jednak nie wiadomo, co się stało z oryginalnymi „bibułkami”.

Irena Sendlerowa jako Klara Dąbrowska musiała cały czas ukrywać się przed Niemcami, gdyż wyszło na jaw, że udało jej się uciec z Pawiaka. Przez jakiś czas przebywała u wuja pod Nowym Sączem. Nie raz na jej drodze stawali Niemcy, jednak zawsze udawało jej się wyjść cało z opresji.

Po mimo niebezpieczeństwa wróciła do dalszej współpracy z „Żegotą”, kontynuując prowadzenie Referatu Opieki nad Dziećmi. Podczas powstania w getcie warszawskim organizowała powiększanie Punktów Opiekuńczych. Z coraz większym trudem przychodziła komunikacja z ukrywanymi dziećmi, działali „szmalcownicy” i donosiciele, szalała drożyzna.

Podczas Powstania Warszawskiego Irena Sendlerowa pracowała jako pielęgniarka PCK w Punkcie Szpitalnym na Łowickiej 51/53. Tam ukrywała trzy dorosłe osoby pochodzenia żydowskiego oraz dwoje dzieci. Wśród nich była 20-letnia Pesa Rosenholc.

Po Powstaniu Punkt Szpitalny został przeniesiony na Okęcie. 17 stycznia 1945 r. o godz. 15.00 weszło tam wojsko Radzieckie i Polska Armia – zakończyła się wojna.

Po zakończeniu działań wojennych pracowała społecznie w Czerwonym Krzyżu oraz w Wydziale Opieki Społecznej Urzędu Miasta Warszawy. Była również przewodniczącą departamentu szkolnictwa medycznego w Ministerstwie Zdrowia.

W 1949 r. była brutalnie przesłuchiwana przez UB, gdyż donoszono na nią, że ukrywa ludzi AK. Wtedy straciła dziecko, była w zaawansowanej ciąży. Dzięki pomocy jednej z jej „dzieci” – Ireny Majewskiej – nie została aresztowana.

W wieku 57 lat musiała odejść na przymusową emeryturę, gdyż została oskarżona o manifestowanie swojego zadowolenia po wygranej wojnie Izraela ze światem arabskim.

Od 1980 r. była członkiem „Solidarności”.

Sprawiedliwa unikała rozgłosu. „Unikałam dziennikarzy, aby po pierwsze nie zrobili wielkiego ‘szumu’ koło mojej osoby, a po drugie ja się ich boję, bo im się mówi jedno, a oni piszą coś drugiego, zupełnie innego” – wspomina Irena Sendlerowa w życiorysie.

Do końca swoich dni była to bardzo skromna osoba, zawsze patrząca na drugiego człowieka z miłością, zawsze mu pomagająca.

Oto jak pisze o sobie Irena Sendlerowa: „Ogromnie mnie osobiście krępuje cała ta ‘otoczka’, która nieustannie robi z nas ‘bohaterów’. Te wielkie manifestacje, które towarzyszą przy sadzeniu drzewka w Jerozolimie, ta wielka uroczystość, jaka odbywa się w Izraelu, to bardzo jest krępujące dla osób mego pokroju, które nie uważają się za wielkich ludzi, ani za bohaterów. Robiliśmy to jako rzecz zupełnie normalną, w myśl zasady, że jak człowiek tonie, to ten drugi musi mu podać rękę, lub choć mały palec. To podkreślanie nadzwyczajności naszych prac jest żenujące. Żyd, Francuz, Niemiec to przecież tacy sami ludzie, jak my. Tylko taka idea przyświecała nam. To, co robiliśmy wypływało z potrzeby serc”.

W 1965 r. Irena Sendlerowa została odznaczona Medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Do Izraela przyjechała w 1983 r., gdyż dopiero wtedy otrzymała paszport. Odebrała wtedy medal i zasadziła drzewko oliwne w Alei Sprawiedliwych Yad Vashem. „Drzewko na górze w Jerozolimie to nawet coś więcej niż pomnik. Pomnik bowiem można by zniszczyć, a Drzewko Pamięci będzie zawsze rosło”.

W 1991 r. została odznaczona honorowym obywatelstwem Izraela.

Do 1999 r. niewiele osób wiedziało o istnieniu Ireny Sendlerowej. Zmieniło się to, gdy amerykański nauczyciel Norman Conrad wraz z uczennicami wystawili sztukę teatralną pt. „Życie w słoiku”.  Opowiadała ona o losach Sprawiedliwej. Sztuka wywarła duży oddźwięk w prasie i mediach amerykańskich. Była wystawiana ponad 200 razy w USA i Europie. To spowodowało założenie fundacji, która stawiała sobie za cel promowanie postawy Ireny Sendlerowej.

Świątynia B’nai Jehudah wręczyła Sprawiedliwej 10 marca 2002 r. nagrodę „Za wkład w naprawę świata” (Tikkun Olam). 10 listopada 2003 roku otrzymała z rąk prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Order Orła Białego – które jest najwyższym odznaczeniem państwowym Rzeczypospolitej Polskiej. Tego samego roku wręczono jej Nagrodę za Męstwo i Odwagę imienia Jana Karskiego, która jest przyznawana przez Amerykańskie Centrum Kultury Polskiej z Waszyngtonu. Również w tym roku Stowarzyszenie „Dzieci Holokaustu” po raz pierwszy wysunęło jej kandydaturę do Pokojowej Nagrody Nobla (po raz drugi nominowano ją w 2007 r.). Nie była zadowolona z tych odznaczeń, powiedziała kiedyś: „Po Jedwabnym potrzebny jest bohater”. Irena Sendlerowa została również uhonorowana Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski a papież Jan Paweł II przysłał jej list gratulacyjny.

Od 2006 r. z ramienia amerykańskiej fundacji „Life In a Jar” oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP została ustanowiona nagroda im. Ireny Sendlerowej „Za naprawianie świata”.

14 marca 2007 r. przez Senat Rzeczpospolitej została podjęta uchwała aby odznaczyć działalność Ireny Sendlerowej i „Żegoty” w tajnych strukturach Polskiego Państwa Podziemnego. Było to oddanie hołdu jej czynom.

11 kwietnia 2007 r. przyznano jej Order Uśmiechu na wniosek 15-letniego Szymona Płóciennika z Zielonej Góry. Była to bardzo ważna nagroda dla Sprawiedliwej (obok listu od Jana Pawła II i odznaczenia SWNŚ).

24 maja 2007 r. otrzymała również tytuł Honorowej Obywatelki Miasta Stołecznego Warszawy. W czerwcu tego samego roku wyróżniono ją Honorowym Obywatelstwem Miasta Tarczyna.

Pośmiertnie (1 czerwca 2008 r.) została przyjęta uchwała w Sejmie Dzieci i Młodzieży w sprawie uhonorowania działalności Ireny Sendlerowej i Referatu Dziecięcego Podziemnej Rady Pomocy Żydom "Żegota" w czasie II wojny światowej.

Tekst pochodzi ze strony: www.sprawiedliwi.org.pl
 zdjęcia: Zgrzembska Janina